Podane ceny, zasady i dostępność miejsc dotyczą tamtego wyjazdu. Nie są aktualnym cennikiem ani poradnikiem wjazdowym.
Skuterem na prom
Droga do przystani była spokojna i bezproblemowa. Sam prom wypełniały samochody oraz skutery mieszkańców. Za przeprawę ze skuterem zapłaciłem wtedy 162 bahty.
Po dopłynięciu został jeszcze trzeci etap: przejazd do hotelu. Marina Sands Resort przywitał mnie dużym pokojem z tarasem. Wokół było cicho; zamiast ulicznego zgiełku słyszałem łodzie i ptaki.
Śniadanie pod palmami
Następnego ranka zjadłem śniadanie pod palmami. To był jeden z tych prostych obrazów, które wcześniej oglądałem w wyobraźni: ciepłe powietrze, zieleń i dzień bez pośpiechu.
Czterdzieści kilometrów do rybackiej wioski
Ruszyłem około czterdziestu kilometrów na południe, do rybackiej wioski położonej na końcu wyspy. Szukałem promu, którym mógłbym zabrać skuter na Koh Kood.
Takiego połączenia nie znalazłem. Dostępne były raczej jednodniowe wycieczki łodzią po kilku wyspach. Zacząłem więc rozważać dłuższy pobyt na Koh Chang i osobny rejs bez skutera.
Domy nad wodą i bardzo spokojny sezon
Wioska stała na palach nad wodą, z restauracjami, sklepikami i łodziami przy drewnianych pomostach. Wiele miejsc pozostawało zamkniętych, a turystów prawie nie było. To kolejny obraz wyspy z pandemicznego okresu, nie opis jej dzisiejszego ruchu.
Internet w drodze
Hotelowe Wi‑Fi działało nierówno, dlatego ratowała mnie karta AIS kupiona jeszcze na lotnisku. Pakiet na trzydzieści dni kosztował wówczas 999 bahtów i w odwiedzanej części wyspy zapewniał mi stabilniejsze połączenie.
Kupno karty na lotnisku nie musiało być najtańszą opcją, ale po przylocie potrzebowałem internetu od razu, żeby skontaktować się z kierowcą. W tej sytuacji wygoda wygrała z oszczędnością.
TA SAMA PODRÓŻ, NA FILMIE
Zobacz dzień 7
Przeprawa na wyspę Koh Chang i pierwsze wrażenia. Tajlandia Vlog
Odtwarzacz YouTube zostanie wczytany dopiero po kliknięciu.
