Podane ceny, zasady i dostępność miejsc dotyczą tamtego wyjazdu. Nie są aktualnym cennikiem ani poradnikiem wjazdowym.
Pierwsze kilometry na Hondzie
Wypożyczenie skutera było dla mnie najważniejszym punktem dnia i jednocześnie największym stresem. Wybrałem polecaną wypożyczalnię i Hondę Forza. Właściciel przed wydaniem maszyny wymienił olej, a ja zrobiłem krótką jazdę próbną.
Początkowo każdy zakręt wymagał skupienia. Po kilku kilometrach poczułem jednak, że zaczynam panować nad maszyną — i właśnie wtedy podróż naprawdę ruszyła.
Pattaya z góry
Pojechałem na wzgórze z widokiem na zatokę, port i całe miasto. W pobliżu świątyni ludzie odpalali niewielkie fajerwerki z intencjami i życzeniami. Hałas mieszał się z panoramą Pattayi, tworząc obraz, którego nie da się pomylić z żadnym innym miejscem.
Chciałem odwiedzić pływający targ, ale zastałem zamkniętą bramę. W tamtym okresie takie niespodzianki zdarzały się często.
Sto trzydzieści kilometrów przed siebie
Następnego ranka po prostym śniadaniu z 7-Eleven ruszyłem w stronę Mae Pim. Do przejechania było około 120–130 kilometrów. Po wcześniejszym poparzeniu słońcem założyłem długi rękaw, choć temperatura zdecydowanie zachęcała do czegoś lżejszego.
Z postojami trasa zajęła prawie cztery godziny. Była to moja pierwsza tak długa jazda skuterem w Tajlandii, więc do hotelu dotarłem zmęczony, ale bardzo zadowolony.
Wieczór w Mae Pim
Nocleg kosztował wtedy około 750 bahtów, a w pokoju znalazła się nawet wanna. Sama miejscowość była spokojna: długa plaża, niewiele otwartych atrakcji i dużo przestrzeni.
Na kolację zamówiłem krewetki w sosie tamaryndowym i sajgonki. Słodko-kwaśny tamarynd znowu wygrał wieczór. Następnego dnia planowałem Chanthaburi, a później przeprawę na Koh Chang.
TA SAMA PODRÓŻ, NA FILMIE
Zobacz dzień 5
PATTAYA - SKUTER - PODRÓŻ DO MAE PIM
Odtwarzacz YouTube zostanie wczytany dopiero po kliknięciu.
