Podane ceny, zasady i dostępność miejsc dotyczą tamtego wyjazdu. Nie są aktualnym cennikiem ani poradnikiem wjazdowym.
Poranek po krótkiej nocy
Pierwszy film montowałem prawie do trzeciej nad ranem, więc dzień zacząłem powoli. Za oknem padało, a ja pokazałem jeszcze mój prosty pokój z czasów programu Test & Go: czysty, wygodny na krótki pobyt i z łóżkiem twardszym, niż lubię.
Na śniadanie zajrzałem do 7-Eleven. Ciepły tost z szynką i serem, kawa i coś do picia wystarczyły, żeby ruszyć w miasto. Ceny i zasady pobytu, o których mówię w filmie, dotyczą tej konkretnej podróży w czasie pandemii.
Przez targ kwiatowy
Metrem pojechałem w stronę targu kwiatowego. Między stoiskami były całe ściany kolorów, a obok kwiatów leżały warzywa, imbir i ogromne ilości chili. Szukałem też nasion dla znajomego, choć porozumienie się przy stoiskach było małą przygodą.
Wat Prayun i głodne żółwie
Najspokojniejszym punktem dnia była świątynia Wat Prayun. W ogrodzie, z dala od miejskiego pośpiechu, kupiłem porcję warzyw i nakarmiłem żółwie. Wystarczyło podejść do wody, a całe towarzystwo natychmiast pojawiło się przy brzegu.
To właśnie takie miejsca lubię najbardziej: trafiam do nich bez wielkich oczekiwań, a później zostają w pamięci dłużej niż najbardziej znane atrakcje.
Pad thai nad miastem
Na koniec wróciłem metrem do Terminal 21. W food courcie na piętrze stylizowanym na San Francisco doładowałem kartę i zamówiłem pad thai z krewetkami. Słodki, kwaśny i lekko orzechowy smak sosu z tamaryndowca od razu przypomniał mi, dlaczego tak tęskniłem za tajskim jedzeniem.
To był zwyczajny dzień: metro, targ, świątynia i obiad. W Bangkoku właśnie z takich drobiazgów składa się najlepsza podróż.
TA SAMA PODRÓŻ, NA FILMIE
Zobacz dzień 2
BANGKOK - DZIEŃ 2 - WAT PRAYUN - ŻÓŁWIE
Odtwarzacz YouTube zostanie wczytany dopiero po kliknięciu.
